Nie wiem czy Bóg istnieje, ale byłoby z korzyścią dla Jego reputacji, gdyby nie istniał" - Renard

Nie wiem, czy wolno... — Natychmiast! — ryknął Daimon. — Tak, panie. Asjel, zawiadom pana Seniela — zakomenderował chudy. Jeden z żołnierzy wyciągnął oko dnia. Rozmawiał krótko, lękliwie. — Przyjdzie — powiedział w końcu. Daimon czekał, oceniając fosę, bramę i podwójny pierścień murów. Niezłe, potwierdził poprzednią, pobieżną ocenę. Wreszcie furta uchyliła się nieco, wypuszczając bardzo młodego skrzydlatego w randze oficera. — Atanael! — zawołał zdumiony. — Naprawdę wróciłeś, panie! — Oczywiście, durniu. Zaprowadź mnie do Nisrocha. Natychmiast. Młodzieniec zmieszał się. — Nie mogę, panie. Wielki Cenzor osobiście... — No nie! — ryknął Daimon. — Ja chyba śnię! Zawiadomcie go chociaż! Twarz oficera rozpromieniła się. — Doskonały pomysł, panie. To wolno mi zrobić, zgodnie z rozkazem. Wydobył oko dnia i zaczął streszczać sytuację. Daimon czekał z gniewnym wyrazem oczu, ale serce biło mu mocno. — Sekretarz poszedł go zawiadomić — oznajmił w końcu Seniel z wyraźną ulgą, że pozbywa się odpowiedzialności za niespodziewanego gościa. Za chwilę odezwało się oko. — To sam Wielki Cenzor, panie — powiedział oficer, podając Daimonowi kryształ. — Chce z tobą mówić. Anioł Zagłady spojrzał w znienawidzoną twarz Nisrocha. Cenzor przypatrywał mu się podejrzliwie. — Na Głębię! Jak udało ci się przeżyć? Wszyscy twierdzą, że zginąłeś. — To źle twierdzą — warknął Daimon. — Ledwie uszedłem z życiem. Długo się ukrywałem. Jestem zmęczony i osłabiony. Długo będę tkwił pod bramą? Nisroch wykrzywił usta. — Dobra, widzę, że to ty. Ale skąd mam mieć pewność, że nie zdradziłeś? Może przysyła cię Gabriel? Wybacz, Hijo, pomyślał Daimon. Wybacz najdroższa. — Oszalałeś? Wiesz, jak skurwysyn kochał tę dziwkę o skażonej krwi. Jest Aniołem Zemsty. Jak myślisz, przyjmowałby mnie ciepło? Cenzor zaśmiał się zgrzytliwie. — Pewnie rozpalonym żelazem, którym pasy by z ciebie darł. W porządku, wejdź. Pogadamy, dlaczego spieprzyłeś sprawę. Daj mi tego tam, Seniela. Frey oddał oko. Oficer machnął ręką i furta rozwarła się ze zgrzytem. Weszli. Ogród i pałac urządzone były z niesłychanym przepychem. Wszystko za pieniądze z państwowej kasy, bydlaku, skurwysynu, myślał Daimon. Starał się zachowywać spokojnie, ale pochodnia gniewu znów płonęła wysokim ogniem. Nisroch przyjął go w gabinecie. Oczywiście, nie był sam. Daimon rozpoznał Moafiela, sekretarza Wielkiego Cenzora, i Gozjusa, kanclerza. Oprócz nich w komnacie znajdowało się czterech rosłych żołnierzy. — Jak to miło, że witasz mnie z tak liczną świtą. Naprawdę, doborowe towarzystwo. Siedzący za biurkiem Nisroch rozłożył ręce. — Dla ciebie wszystko. Podejdź bliżej i usiądź. Pewnie jesteś zmęczony. Daimon ruszył ku wskazanemu krzesłu. Z trudem powstrzymał ironiczny uśmieszek, gdy zauważył, że w kunsztowną mozaikę, pokrywającą podłogę, sprytnie wkomponowano prostą linię z błękitnych, lśniących kamieni, ciągnącą się w poprzek pokoju. Czujka przeciwmagiczna, parsknął w duchu. Prymitywna sztuczka. Bez obawy przekroczył linię. W końcu czary Razjela były naprawdę wysokiej klasy. — W jaki sposób udało ci się uratować? — spytał Nisroch podejrzliwie. Daimon wzruszył ramionami. — Znam się trochę na magii. Otoczyłem się kulą powietrza, która ochraniała mnie w wodzie. Dotarłem do brzegu i ewakuowałem się za pomocą dywanu. Nisroch zmrużył oczy. — Zabrałeś dywan. Przezorny jesteś. Daimon wyszczerzył zęby. — Jak zwykle. — A gdzie się ukrywałeś tak długo? — W Sferach Poza Czasem. Czekałem, aż się uspokoi. Cenzor westchnął, splótł ręce. — W porządku. Nie będę cię dłużej męczył. Padasz z nóg. Nie miej mi za złe nadmiernej ostrożności. Rozumiesz sytuację. Naprawdę się cieszę, że cię widzę. Ja też, pomyślał Daimon. A najbardziej będę się cieszył, kiedy wypruję ci wnętrzności, krwawy staruchu. — Porozmawiamy jutro. Idź się położyć. Służący zaprowadzi cię do sypialni. — Dziękuję. Tego mi właśnie potrzeba. Nisroch zaklaskał. Przez drzwi wsunął się ubrany w pomarańczową liberię geniusz o smutnej twarzy i zalęknionych oczach. Daimon zdziwił się trochę, bo geniusze rzadko służyli jako lokaje. Widocznie dwór cenzora składał się z prawdziwych wyrzutków. — Dobranoc — mruknął Nisroch. Przekonamy się, dla kogo dobra, pomyślał Daimon, skinąwszy cenzorowi głową. Służący poprowadził go przez urządzone z przepychem korytarze i komnaty. Na każdej ścianie pyszniły się cenne dzieła sztuki, oprawne w ramy, wysadzane klejnotami. Bibeloty i przedmioty codziennego użytku wykonano ze szlachetnych kruszców, kryształów i najdroższej porcelany. Meble, tkaniny obiciowe, story i dywany zdawały się wykrzykiwać każdemu przechodzącemu swoją cenę. Usta Daimona wykrzywił zły uśmieszek. Wojna to kosztowna rzecz, a te świecidełka doskonale zasilą państwową kasę, gdy ciebie zabraknie, Wielki Cenzorze Nisrochu. Komnata, do której wprowadził go geniusz, kapała od zbytku, podobnie jak reszta pałacu, i choć nie była urządzona specjalnie gustownie, oferowała wszelkie wygody. Frey zrzucił ubranie, wziął kąpiel w przyległej łazience, a następnie zjadł przyniesiony przez służącego posiłek, złożony z pieczeni na zimno, serów i owoców. Specjalny talizman, otrzymany od Razjela, ostrzegłby go, gdyby jedzenie było zatrute. Starał się zachowywać naturalnie, przekonany, że Nisroch nakazał obserwować wszystko, co robi, przez ukryte gdzieś w komnacie magiczne lustro. Pałace wyższych urzędników i innych Świetlistych, którzy obawiali się wrogów politycznych czy prywatnych, były pełne takich magicznych urządzeń. Sprytnie zamaskowane zwierciadło lub klejnot monitorowały obraz pokoju w większym lustrze w dyżurce straży. Odpowiednio umieszczony podgląd pozwalał śledzić niemal całe pomieszczenie. Zwykle system obsługiwał stale jeden lub dwóch pracowników. Daimon wsunął się do łoża, nakrytego baldachimem wielkości żagla, zgasił światło i leżał przez jakiś czas w ciemności