Nie wiem czy Bóg istnieje, ale byłoby z korzyścią dla Jego reputacji, gdyby nie istniał" - Renard

Podeszliśmy do rannych. Master Jack nachylił się nad nagą jasno- włosą kobietą w średnim wieku, klęczącą na brzegu; jej bujne piersi kołysały się nad wodą. — Mógłbym pani pomóc? — zapytał master Jack. — Oho! — zawołała kobieta, nasłuchując z przekrzywioną na bok głową. — Młody człowieku, czy słuch mnie nie myli? Powiedziałeś: mógłbym pani pomóc? — Jej śmiech był jakiś zdławiony. — Czyżbyś był wysłannikiem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża albo UNESCO, lub też innej z tych legendarnych organizacji charytatyw- nych, o których nic już nie słychać? — Niestety nie — odparł master Jack. — Tamtych instytucji już nie ma. — Tak też myślałam — powiedziała kobieta, wykrzywiając twarz w brzydkim grymasie. — Posłuchaj! Nie widzę dobrze, odkąd to stworzenie zionęło na nas znowu ogniem. — Co to za stworzenie? — Po prostu stworzenie, które zagnieździło się na północy. Nie 221 wiem, kim jesteś, ale jeżeli posiadasz taką moc, zabij je! To stworze- nie sprowadziło nieszczęście na naszą ziemię, aby móc nią zawładnąć, wytępiło ludzkość... — Myślę, że sami jesteśmy sobie winni. — Bzdura! To wszystko stało się z JEGO woli. Dla niego jesteśmy robactwem? on nie dba o ludzi bardziej niż ty o robaki. — Nie możecie się uskarżać. Sam widziałem, że woda jest już od- każona... — Ale nie dla nas! To dla jego potomstwa, wytryskującego z ziemi. W ziemi szuka mózgów, chce wydrzeć jej ducha i wywieźć go na 1 statkach. — Czyich mózgów? Jakiego ducha? — Mózgów ludzkich. Ducha martwej ziemi. — Kto tak twierdzi? — Ci, którzy z nim rozmawiali. Ale nie myśl, że uzyskasz od niego tak łatwo odpowiedź! Idź na brzeg, zobaczysz tam jeden z jego stat- ków. Zapytaj go — nie odpowie ci nic, a tylko ześle na ciebie ogień, jeśli porwiesz się na jego biomasę. — Biomasę? Moją uwagę przykuły dwa osobliwe pojemniki, które ludżie-owady mieli przy sobie. Kiedy dotknąłem ręką gąbczastego, wypełnionego wodą tworzywa, drgnęło gwałtownie. W tym momencie dostrzegłem kątem oka, że jeden z mężczyzn skrada się z nożem w dłoni do master Jacka, którego kobieta trzymała akurat za nogę. W mig przejrzałem śmiertelną pułapkę. Chwyciłem jedną z leżących dokoła włóczni i z całej siły wymierzyłem napastnikowi cios w głowę. Runął na ziemię, nie wydając żadnego dźwięku. Kobieta zaczęła piszczeć, przewróciła master Jacka i rzuciła się na niego. Biłem ją po głowie tak długo, do- póki master Jack nie wyrwał się z jej objęcia, ona zaś krzyczała i wy- machiwała na oślep rękami. Widząc, że inni tubylcy pełzną ku nam we wrogich zamiarach, wskoczyłem do łodzi. Wiosłowałem jak opęta- ny, a master Jack brodził w wodzie. Dopiero gdy łódź nabrała roz- pędu, wskoczył. Pół mili dalej master Jack skierował łódź w stronę brzegu. — Ciekaw jestem, co to za historia z tym statkiem — powiedział. Ukryliśmy łódź w zaroślach i udaliśmy się na poszukiwania. Po go- dzinie znaleźliśmy się na pustyni. O niecałe pięćset kroków od nas tkwił tajemniczy statek. Był to obiekt zaskakująco delikatny. Szczerze mówiąc, wyobraża- 222 łem go sobie inaczej. Odległość od dzioba do rufy wynosiła jakieś piętnaście do dwudziestu kroków, całość była raczej płaska, bez nad- budówek, jeżeli nie liczyć niewielkiej wypukłości wokół rufy. — Zupełnie jak tuszka kałamarnicy — powiedział master Jack. Tuż przy statku krzątali się owadoludzie, było ich chyba ze trzy- dziestu. Najwidoczniej usiłowali naprawić jakiś defekt. Przed nimi stała istota o głowie ptaka, spoglądając ku nam. Master Jack ruszył w stronę statku, a ja poszedłem za nim, nadąża- jąc z trudem. Ani on, ani ja nie wiedzieliśmy, że każdy kolejny krok oddala nas od rzeczywistości, jaką znamy. 5 września 2036 A więc to prawda! Mamy przed sobą gości z innej planety. Jakkolwiek liczyłem się z takim obrotem sprawy już dwa lata temu, teraz, kiedy zetknąłem się z tym zjawiskiem bezpośrednio, wydaje mi się ono niereal- ne i absurdalne. Nie wiedziałem, jak się zachować. Czy wystąpić jako przedstawiciel resztek cywilizacji i powitać gości niczym burmistrz miasta podejmujący delegację zagraniczną? A może raczej odegrać rolę pana domu zaskoczo- nego nie* zapowiedzianą wizytą? Bardzo przepraszamy, ale mieliśmy awarię rozwoju naszych dziejów