Nie wiem czy Bóg istnieje, ale byłoby z korzyścią dla Jego reputacji, gdyby nie istniał" - Renard

CzyniB to tylko wtedy, gdy orzezwi si chciaB i oczy[ci razem z towarzyszami po jakim[ wielkim trudzie, jak Bowy niebezpieczne albo wyprawa do odlegBych okolic. CzyniB to zawsze z wielk ochot, bo wierzyB, |e dym konopny przywraca Bad w my[lach rozpierzchBych i znu|onych, |e siB daje i jasno[ rozumowi. Na Marzyka jednak|e kpiel w parze gorcej przesyconej dymem | konopi sprowadziBa peBen majaków sen. Mindra, który po jakim[ czasie zajrzaB do namiotu, widzc póBomdlenie chBopca wyniósB go spod wojBoków i uBo|yB na trawie w cieniu drzew. Scytowie nie troszczyli si na razie o Marzyka, zajci tylko u|ywaniem Bazni, któr lubili tak bardzo jak Bowy. DBugo te| sBycha byBo od strony jaBowców ich gBo[ny [miech i grzmice gardBowe okrzyki  znak, |e coraz mocniejszym upajaj si dymem i coraz gortsz par. Marzyk wic spaB spokojnie i wtedy jeszcze, gdy Mines, ju| od[wie|ony kpiel, udaB si do obozu i przywiódB do Bazni Herapejtesa. Srogi m| jeszcze bardziej cieszyB si dymem i jeszcze gBo[niejszymi ni|eli Chwachsireb i Mines okrzykami wyra|aB swoje zadowolenie. Po kpieli te| dopiero zbudziB chBopca lekkim uderzeniem bicza. m 189 Marzyk zerwaB si szybko i stanB przed Herapej-tesem na póB okryty kaftanem Mindry, dr|cy na caBym ciele. Herapejtes utkwiB w nim swe okrgBe, wypukBe oczy, rozgarnB palcami wilgotn jeszcze brod.  Ohan... Ohan...  mruknB i wskazaB rkoje[ci bicza na skraj obozu, gdzie staB wtulony pod gaBzie dbu wóz przykryty daszkiem z szarego wojBoku. Niemowa podaB Marzykowi jego zbrukan i podart odzie|, a kiedy chBopiec ubraB si, poszli obydwaj w kierunku wozu. KoBo pnia dbu w przyjemnym chBodzie siedzieli na skórach baranich dwaj starsi ludzie odziani w faB-dziste suknie. Jeden z nich, dBugowBosy i jasnooki, nosiB strój z pBótna, które wydaBo si Marzykowi podobne do tkanin, jakie wyrabiaBy niewiasty z jego rodu. Drugi czBowiek miaB szaty koloru szyszek olchowych, zdobione pasami czerwieni, i krgB czapk z barwnym wyszyciem, osadzon na czubku Bysej gBowy. Marzyk zdumiaB si na widok jego oczu sko[nych i wskich jak szparki, cofnB si z lkiem dojrzawszy, |e czBowiek ów nosi brod, nie swoj wBasn, tak jak Dobrowist albo dziad {urawek, tylko sztuczn, wyrobion z wBosia koDskiego, a uwizan do lic rzemykami. Obydwaj m|owie mieli przed sob miseczki kamienne, w których takimi| tBuczkami rozcierali na ma[ [wie|e sadBo baranie z jakim[ pachncym zielem, pokrajanym na drobne paseczki. Kiedy niemowa przywiódB do nich Marzyka, nie przerywali swego zajcia, tylko ciekawie si przygldali chBopcu nie wypuszczajc z rk tBuczków. Spojrzenie dBugowBosego starca zwBaszcza wydaBo si Marzykowi dziwnie przenikliwe. 190  Co on tak wierci oczami, jako ten ptak dziwoki?   % pomy[laB z niepokojem