Nie wiem czy Bóg istnieje, ale byłoby z korzyścią dla Jego reputacji, gdyby nie istniał" - Renard

Powtarzała, że u niej nie szpital, żeby jej nasy łano jakieś dzieciaki zpod ciemne gwiazdy... Nazajutrz dekorowaną była już Justka na wy- ku na laskę Bożą tymczasem Ekonomowa się ulitowała, poszła do dworu i wyprosiła ażeby jej litowała, poszła do dworu i wyprosiła, ażeby jej oddano sierotę, a ona znajdzie sposób wyprawienia w świat bezpieczniejszego. Powitowska nie oddano sierotę, a ona znajdzie sposób wyprawienia w świat bezpieczniejszego. Powitowska nie była rada z tego, że officyalistka litościwszą się od niej okazywała, ale chciała się pozbyć i Justce kazała się na folwark wybierać. Ekonom tegoż dnia przypomniał sobie, iż z sąsiedniego majątku, klucza hrabiów B., transportował dzierżawca fur kilka masła na sprzedaż do Warszawy. Jeździła z nim zwykle pani ekonomowa, przyjaciółka ich, kobiecina młoda, ruchawa i wesoła, sama Warszawianka. — Julisia nam tego nie odmówi, i dla miłości Bożej zabierze sierotę — odezwała się Ekonomowa z żywością. — Dowiedz się dziś do Julisi. Jabym sierotę u siebie na folwarku jako sługa mogła zatrzymać, bo-by się to opłaciło ale pani będzie solą w oku: niechaj jedzie! Ekonom tedy z missyą tą, siadłszy na konia, dojechał do pani Julisi i tak ją historyą sieroty żywo zajął, że obiecała razem z masłem zabrać ją do Warszawy. — Chyba Pan Bóg nie łaskaw, żebym ja jej tam kątku nie znalazła — dodała Julisia. — Już to, co prawda, w tem mojem Warszawsku można się równie uratować, jak zginąć, ale Bóg opiekun sierot. Dziewczyna śmiała, ja jej lada komu nie powierzę. A że szło o pokazanie twardym sercom możniejszych ludzi, że mali się bez nich obejść i też cóś zrobić mogą, obie ekonomowe zajęły się gorąco sierotką. Starsza naprzód opatrzyła jej tobołek i znalazłszy wyprawę tak nędzną cóś do niej zejswoich rupieci dorzuciła. Ekonom ofiarował na nieprzewidziane wypadki — trzy złote! Justka go ze łzami w ręce całować zaczęła: znalazła więc ludzi, serca, na które rachowała! Ponieważ z opowiadania się okazało, że elementarz był powodem niechęci Sędziny, a dla Justki upragnionym życzeń celem, wynaleziono aż dwa stare, któremi obdarzoną została. Pochodziły one ze dworu, ale tam swawolne dzieci szczególnego zamiłowania do czytania i nauki nie miały. Justka była uszczęśliwiona szczególniej tym podarkiem i już w ciągu dnia zasiadała w ganku z wielkim zapałem, rozpoczynając jawnie studya. Sylabizowała głośno i zapominała o całym świecie. Ekonomowej na ten widok łzy stawały w oczach. Wprzódy jeszcze, nim masło miało się tran- sportowac, Julisia zażądała, aby jej przywieziono sierotę. Nie miała własnych dzieci; młoda jeszcze, żwawa, a ruchawa, chciała się zająć sierotą opuszczoną przez panów. Ileż-to razy takie uczucie współzawodnictwa do uczynków szlachetnych pobudza! Dopiero gdy Justka siadła na furkę, aby odjechać w drogę swych przeznaczeń, a dzieci Powitowskich płakać za nią zaczęły, pomiarkowała jejmość, że mogła tę małą i niekosztowną niańkę zużytkować; ale już było zapóźno. Julisia przyjęła sierotę z wielkiem przejęciem się swą rolą opiekunki. Dziecko wprawdzie, tak jak teraz wyglądało, nie mogło obudzi; innego uczucia, chyba politowanie; brakło jej wdzięku. a twarzyczka niewiele nawet obiecywała, ale z oczu patrzała bystrość i odwaga, a w słowach czuć było przedwczesną dojrzałość, jaką daje cierpienie. Justka musiała tu powtórzyć znowu całą swą biografią, pobyt u Sędziny, nieznośną jej gniewliwość i prześladowanie. — No, dobrze już jej tam być musiało — wykrzyknęła w końcu Julisia — kiedy o głodzie i jednej koszuli wolała w świat iść, niż pozostać tam dłużej. Tu dodać-by należało, iż oprócz samej Sędziny, córka jej faworytką, pieszczotami popsuta, także nientorką chcąc być sieroty, życie jej zatruwała. Wspomnienie Sędzianki. panny Rozalii, która nieustannie śledziła, donosiła, dokuczała Justce, dotąd ją trwogą napełniało. Z pociechą wielką myślała teraz, iż została raz nazawsze od nich wyzwoloną i że one prawa do niej najmniejszego nie miały. Przykro jej tylko było, że wuj biedny tęsknić po niej i frasować się o jej los musiał i od Sędziny znosić wymówki, ale nie przypuszczała, aby starego, niewinnego za jej winę prześladować miano. Nim masło i fury były gotowe, ekonomowa Julisia zlepiła ze swoich starych, dwie nowe sukienki dla sieroty, wyłatała trzy koszule, i nawet trzy chustki do nosa dodała do wyprawy. Tłómoczek z Baranówki wyniesiony skutkiem tego miłosierdzia Bożego powiększył się we troje. Justka wróżyła ztąd, że i przyszłość gorszą być nie może. Masło Julisi — prawdę rzekłszy, nie potrzebowało opieki jej i trudzenia się z niem do Warszawy, było bowiem zawsze hurtem zakupywane przez restauracyą hotelu Gerlacha, i pod lada czyim dozorem mogło się dostać na miejsce; ale Julisia była dzieckiem tutejszego bruku i tak kochała to swoje miasto, iż wszelkich środków używała, aby się dostać do niego, potem, żeby choć dni kilka tu zabawić. Córka niemajętnego przekupnia, ładna, żywa, zawczasu dojrzała, ale nie zepsuta, bo naówczas jeszcze religijne usposobienie ludności nigdy jej bardzo nizko upaść nie pozwalało, Julisia spędziła pierwsze lata pod skrzydłem — nie matki, niestety, ale ojca tylko