Nie wiem czy Bóg istnieje, ale byłoby z korzyścią dla Jego reputacji, gdyby nie istniał" - Renard
Nikos odbiegł na bok, zakrywając dłonią oczy. Flogiston rozlany na ziemi płonął jasnym, huczącym płomieniem. Hir stracił z oczu homunkulusa, który zniknął za zasłoną gęstego gryzącego dymu. Thyatis otrząsnęła się z pierwszego szoku i wciąż nieco oszołomiona podniosła się z ziemi. Uderzając o głaz, złamała sobie co najmniej jedno żebro, o czym informował ją przeszywający ból w boku. Zgubiła gdzieś miecz, wciąż jednak miała przynajmniej jeden długi nóż. Trzymała go już w dłoni, sięgnąwszy do pochwy odruchowo, bez świadomego udziału woli. Jej ludzie krzyczeli coś do niej, zignorowała ich jednak. Ruszyła na prawo, w stronę drzewa, pod którym stał książę. Homunkulus był śmiertelnie groźny, ale ona przede wszystkim musiała myśleć o wypełnieniu misji. Maksjan uniósł powieki, widząc przed sobą oślepiające białe światło. Gryzący, kwaśny dym wypełnił jego nozdrza. Było mu straszliwie zimno. Z jego ust wypływała spieniona krew. Co to jest? – pytał przeniknięty bólem umysł księcia. Czy to przewoźnik? Gdzie jest czarna rzeka? Zebrawszy wszystkie siły, spróbował podnieść rękę. Nie mógł. Był za słaby. Nagle ujrzał jakąś postać wynurzającą się z oślepiającego blasku. Ukazała się ta sama kobieta, choć teraz jej włosy były rozsypane, a twarz wysmarowana sadzą. Trzymała w dłoni długi nóż. W szarych oczach nie było nienawiści, lecz ogromna determinacja. Wolną ręką pochwyciła go za włosy i odchyliła mu głowę do tyłu. Maksjan próbował coś powiedzieć, lecz z wypełnionego krwią gardła wydobył się tylko niezrozumiały bulgot. Zimne ostrze dotknęło jego szyi. Kątem oka dojrzał, że włosy kobiety spięte są broszką, która opadła teraz na bok i lśniła w migotliwym blasku płomieni. Na jej brązowej powierzchni widniał znak oka między dwoma skrzydłami. Cesarskie Biuro Barbarzyńców. Ta myśl przebiła się w końcu przez ścianę straszliwego bólu. Mój brat. Galen. Aurelian. Cesarz. Świat dokoła jakby zamarł. Nagle wszystko stało się jasne. Dobrze wyposażeni żołnierze. Zakazane środki chemiczne. Prędkość i gwałtowność ataku. Nagle stanął mu przed oczami obraz brata, jego twarz ściągnięta bólem i zmęczeniem, kosmyk włosów na czole. Zabiłbyś mnie? Ból, który przeszył jego serce, gdy zanurzyło się w nim stalowe ostrze, był niczym w porównaniu do obecnego. Jego jasne oczy wypełnione były bólem. Kazałbyś mnie zamordować? – pytał książę, czując jednocześnie, jak stalowe ostrze wbija się w jego gardło. To musi się stać, odparła wizja. Cesarstwo musi przetrwać. Serce Maksjana pękło na pół. Powieki księcia zadrżały i zamknęły się, ledwie wyczuwalny puls pod dłonią Thyatis zamarł całkowicie. Zawahała się na moment i odsunęła nóż. W tej samej chwili usłyszała przeraźliwy krzyk i natychmiast przypadła do ziemi, odwracając się jednocześnie w stronę, skąd dobiegał. Potwór wyskoczył nagle z ciemności między głazami i dopadł jednego z żołnierzy, wyrywając mu gardło. Żołnierze, którzy wyszli wcześniej z ukrycia, trzymali broń w pogotowiu, nikt jednak nie spodziewał się ataku homunkulusa z tej właśnie strony. Teraz wszyscy zbili się w ciasną grupę, a powietrze znów przeszył świst strzał. Thyatis pobiegła do przodu, osłaniając oczy przed blaskiem bijącym od płonącego flogistonu. Chiron oderwał głowę swej ofiary od tułowia. Fontanna krwi, która trysnęła z tętnic umierającego, oślepiła kolejnego żołnierza. Nie zważając na grad strzał lecących w jego stronę, homunkulus dopadł jednym skokiem oślepionego Rzymianina i wbił twarde jak stal palce w jego oczodoły. Mężczyzna padł martwy na ziemię, nie wydawszy nawet jednego dźwięku. Kolejna włócznia minęła o palec bok homunkulusa. Thyatis, która dobiegała właśnie do walczącej grupy, zgrzytnęła zębami. Żaden z żołnierzy nie mógł pokonać tego potwora w pojedynkę! Otworzyła usta, by wydać rozkazy, kątem oka dojrzała jednak jakiś ruch i przykucnęła. Nikos uderzył płonącą gałęzią w plecy potwora w chwili, gdy ten wyrywał właśnie włócznię z rąk legionisty. Płonące liście dębu dotknęły czarnego jak olej płynu oblepiającego ciało homunkulusa. Chiron podskoczył, krzycząc z bólu, a potem wybuchnął płomieniem niczym kwiat otwierający płatki ku słońcu. Legioniści rozbiegli się na boki. Homunkulus rzucił się na ziemię, walił w nią rękami i nogami, tarzał się jak szalony. Flogiston palił się jasnym, trzaskającym płomieniem. Chiron wył coraz cieńszym, mrożącym krew w żyłach głosem. Jego ciało, utrzymywane w całości tylko dzięki mocy magii, płonęło zdumiewająco gorącym, niebieskim ogniem. Potwór podniósł się z ziemi, otoczony warstwą jasnych niemal niewidocznych płomieni. Nikos odsunął się do tyłu, zasłaniając oczy przed straszliwym żarem. Homunkulus uczynił krok w jego stronę, lecz jego ciało zamieniało się coraz szybciej w płonącą galaretę. Thyatis także się wycofała, odwracając głowę od makabrycznego widoku. Musiała jeszcze dokończyć zadanie. Ruszyła biegiem w stronę księcia. Serce Maksjana zamarło, a gdy ostatnia iskra myśli niknęła już w czarnej otchłani, podniosło się z niej coś jasnego i gorącego jak słońce. W sercu księcia zapłonęła nagle nienawiść, coś ogromnego krzyczało w jego wnętrzu, domagało się uwolnienia. Ostatnia nić woli sięgnęła w zimną ciemność i znalazła tam źródło mocy: kolosalnej mocy, która przez wieki trzymana była w zamknięciu, która rozrastała się z każdym upływającym dniem, wzbierała głęboko pod powłoką ziemi